Placki ziemniaczane, rosół, pierogi, paluszki, knedle, dania z kaszy i obwarzanki to typowo galicyjskie smaki i potrawy. Teren, który nazwano Galicją obejmował kawał ziemi, a na tym kawale mieszkali ludzie przeróżnych narodowości, którzy wraz ze swoją biedą wnieśli również swoje tradycje i smaki.

Duży wpływ Wiednia

Nie da się tego  wpływu nie zauważyć, bo na logikę, musiał odgrywać sporą rolę w kształtowaniu się smaków galicyjskich, co nie oznacza, że regionalna ludność rezygnowała ze swoich. Wspomniany wcześniej salceson podawano w sosie musztardowym.

Zupy

Barszcz biały z gotowaną kiełbasą, ozorkowa, no i rzecz jasna rosół oraz flaczki. Z dań drugich warto wspomnieć kaczkę po krakowsku z kaszą i grzybami, kiełbasy i wszędobylski kminek, potrawa w Galicji wręcz nadużywana.

A, co z Lasowiakami?

Galicja obejmowała ogromny teren, teren zamieszkiwany przez wiele narodowości. Trudno powiedzieć, że ta potrawa jest galicyjska, a tamta nie. Każdy region miał swoją specyfikę i nie sposób, wszystkiego wrzucić do jednego wora pt.: Galicja. To nie tylko szlachta i mieszczanie, to przede wszystkim chłopi. Lasowiacy mieszkali w Puszczy Sandomierskiej, swoje ślady pozostawili na ziemiach powiatu kolbuszowskiego, tarnobrzeskiego i innych. Moja babcia pochodziła z Lasowiaków, pamiętam co serwowała do jedzenia:

Śniadanie: barszcz biały + jajo+kiełbasa+skwarki wraz z tłuszczykiem, do tego chleb najczęściej swojego wypieku, żytni.

Obiad: ziemniaki+kapucha duszona, kwaśna+ kawałek mięsa, duszony. Nie smażyła, nie piekła mięsa, nie pamiętam kotletów schabowych, czy opiekanego kurczaka. W niedzielę rosół, makaron własnej roboty, ziemniaki i mięso gotowane. Kapusta zasmażana z ziemniakami, pierogi z kapuchą i ruskie, paluszki (ciasto ziemniaczano-pszenne), na święta bułka pszenna, słodka albo strudel z jabłkami (też drożdżowy). Pyszny, pieczony w piecu chlebowym. No i pyzy ze skwarkami!

Kolacja: barszcz biały z ziemniakami albo chleb z masłem+mleko albo herbata.

Oczywiście to menu zależało od okoliczności, od tego czy święta czy nie. Bywało bogatsze, ale nie było nigdy tak biedne, jakie babcia pamiętała z dzieciństwa. Barszcz biały z kiełbasą to bogactwo. U Lasowiaków nierzadko na przednówku zdarzał się głód. Przednówek to czas na wiosnę, kiedy długo jest zimno i nic nie może urosnąć, a krowy (jeśli je posiadali) stały w stajni, bo zimno. Nie miały trawy, dlatego i mleka nie było, a co za tym idzie i masła i sera białego i śmietany. Kury bez słońca i trawy także nie niosły jajek. Siedziały zmarznięta na grzędach i nic.

A dzisiaj jedzenia jest w bród, ale jego jakość przypomina śmieci. Nie ma głodu na przednówku, ale i prawdziwego jedzenia jest coraz mniej.

Bądźcie  z nami!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *