Czy potwór żyje wewnątrz człowieka?

Za sprawą książki Pauliny Mikuły (prowadzi vlog o poprawnej polszczyźnie) przypomniał mi się Hłasko. Jej książka zawiera fragmenty tekstów różnych pisarzy i są to raczej takie „karteczki” jakie przypinamy na korkowych tablicach z jednym zdaniem albo z zapisem czegoś, o czym nie należy zapomnieć. Nie jest to podręcznik ani kolejna interpretacja znanych utworów, a raczej bodziec do wywołania dyskusji. Czyli do rozmowy o odczuciach, jakie towarzyszyły czytelnikowi. Do rozmów, które uwielbiam i pamiętam, że w początkach tego profilu tego typu rozmowy prowadziliśmy, zresztą nie tylko tutaj. O…na przykład, rozmawialiśmy o tym kogo wolelibyśmy mieć za kamrata podczas wojny: Melanię czy Scarlett? Albo który z mężczyzn miał atrakcyjniejszy charakter: Rhett czy Ashley. Czy bohater „Myszy i ludzi” dopuścił się zdrady? I dlaczego jeden z pobocznych bohaterów tej powieści uległ presji otoczenia i w końcu zabił swojego psa. Albo czy to prawda, że w każdym człowieku żyje potwór, który nie musi zostać obudzony a budzą go okoliczności. To na podstawie Katy z „Na wschód od edenu”. O! Bym zapomniała. O „Wichrowych wzgórzach” ile żeśmy się nagadali. Jedni byli powieścią zafascynowani, inni wręcz przeciwnie. Czy można tak bardzo kochać, że aż nienawidzić i czy siostry Bronte faktycznie były autorkami tych powieści czy tylko jedna je pisała.
 
Wiele więcej, kiedyś pisało się tutaj o literaturze, o książkach, o fabułach, bo i ludzie chętnie o nich rozmawiali.
 
Fb to specyficzny „ekosystem”, w którym odbijają się wszelkie zewnętrzne zmiany i nastawienie do życia jego użytkowników. Wtedy jeszcze fb nie było słupem ogłoszeniowym ani reklamowym. Było więcej ciekawych czy zabawnych treści, ale pisząc zabawne teksty nie mam na myśli przeklejanych memów na jaskrawych tłach. Było bardziej twórczo. Więcej od siebie wymagaliśmy – tak mi się wydaje – i więcej nam to sprawiało przyjemności. Bo czuliśmy, że jest wokół nas grono ludzi, którzy interesują się podobnymi sprawami, co my. Czyli literaturą.
 
Nie lubię hermetycznych grup, baniek – one wcześniej czy później zamieniają się w klepanie siebie wzajemnie po ramionkach, a to zaciera ostrość spojrzenia. Zaś w każdej dyskusji jest potrzebna ta ostrość jak i „świeża krew”. Kiedy zamykamy się w bańce, a to się dzieje często bez naszej świadomości, przestajemy się rozwijać.
 
Wracając do Mikuły. Przypomina w swojej książce „Śliczną dziewczynę” Hłaski. Znam to opowiadanie, jest bolesne i ciężkie w czytaniu. Ale równocześnie powiązałam go z innym, równie przykrym. „Pierwszy krok w chmurach” zaczyna się podobnie do „Ślicznej dziewczyny”. Jest ciepłe, letnie popołudnie. I jak to u Hłaski wydaje się, że świat jest piękny, że ludzie są piękni, że ich uczucia są wspaniałe, ze nie kochać w takie popołudnie to grzech i ciach! To tylko pozory, zwykle schodzimy do ciemnej, brudnej piwnicy i musimy walczyć z demonami. Musimy walczyć, bo jeśli przegramy z nimi to przegramy wszystko więc walczymy, jak „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, ale nawet jeśli wygrywamy to jest pozorna wygrana, bo tracimy część siebie. Jakaś część nas umiera.
 
Może to być decyzja, która rozetnie nam serce a lekkomyślnie uznamy, że udźwigniemy jej konsekwencje. Może to być atak z zewnątrz, od innych ludzi, którzy postanawiają się po chamsku zabawić.
Bywa niestety, że w pięknych głowach zalanych cudownym słońcem, tworzą się szkaradne myśli czyli piękno/uroda są tylko pozorne, bo zewnętrzne.
 
Tak jest ze śliczną dziewczyną, która jest naprawdę piękna i przykuwa uwagę przechodniów. Wielu zazdrości chłopcu, siedzącemu obok niej na ławce. Tymczasem rozmowa między tym dwojgiem nie ma nic z romantycznej rozmowy. Oni dobijają targu. A chodzi o usunięcie ciąży. Wiadomo, że nie ma między nimi ciepłych uczuć, co zdaje się wręcz niemożliwe, bo jak można nie kochać tak pięknej dziewczyny? Z biegiem czytania ci młodzi i piękni przestają być piękni, bo wychodzą do pierwszej walki z demonami. Ile im z siebie oddadzą jeszcze nie wiedzą. Nie jest to walka szlachetna, nie jest to walka o kogoś, dla kogoś, nie jest to walka o życie, o zdrowie. Jest takie staromodne wyrażenie, które sporo jednak mówi o człowieku. „Czyste sumienie”. Jeśli mamy czyste sumienie, mamy w sobie spokój i pogodę, dlatego nasze twarze również wyglądają pięknie, obojętnie jakie mają rysy.
 
W „Pierwszym kroku w chmurach” z kolei to inni niszczą młodych i pięknych. Zakochani pierwszą miłością, przed pierwszym fizycznym zbliżeniem, wybierają na to zbliżenie chyba najgorsze miejsce. Ich „miłość” zostaje brutalnie przerwana przez „starych chłopów”. Aż człowieka boli, bo czuje co się dzieje w sercach tych dwojga. Od razu wiemy, że więcej się nie spotkają, że nigdy już nie spojrzą sobie w oczy, że swoje wewnętrzne rany będą nosić do końca życia i nie wiadomo czy jeszcze z kimś się zwiążą.
Mikuła w „Ślicznej dziewczynie” widzi przeciwności losu, złe rozdanie kart albo utratę marzeń. W każdym razie za sytuację obwinia okoliczności zewnętrzne, tak jakby to one miały wpływ na tę decyzję. Pośrednio pewnie miały, ale myślę, że podjęcie tej decyzji łamie serca obojgu i tylko pozornie sprawa wygląda na sprawę do wygrania.
 
W sytuacji drugiej faktycznie okoliczności narobiły syfu i czuje się złość do tych chamskich mężczyzn, ale jest tutaj również bezmyślność młodych. Nikt rozumny nie chodzi na działki dla takich spraw. Tym bardziej w tamtych czasach, dzisiaj to ogródki działkowe są ogrodzone i w dużej mierze puste. Jednak w tamtych czasach nie brakowało na nich tzw. trunkowych panów.
 
To są jedne z takich tekstów, o których można by sporo dyskutować, bo mają sporo kolejnych warstw.
Hłasko jest bezwzględny w ocenie świata, zastanej rzeczywistości, ale i w ocenie swoich bohaterów. Mało kto potrafi tak piękne nakreślić wspaniały, słoneczny dzień i jego beztroskę, aby za chwilę zepchnąć wszystkich w ponure podziemia. Tak jakby ten beztroski dzień był tylko hologramem, który miał na celu złudzić nas tym, że w promieniach słońca możemy czuć się bezpiecznie.
 
Ostatnio opublikowałam długi wpis na temat przemocy, ale w tych tekstach – dzisiaj wspominanych – tej przemocy także nie brakuje, tylko jest ona bardziej zakamuflowana. Mimo wszystko bardziej „oswojona”. Więcej w niej milczenia i pewnego rodzaju biernej zgody. Bo mało kto potrafi powiedzieć, że „tak’ jest tak, a 'nie’ jest nie. Mało kto potrafi sprzeciwić się światu i presji środowiska. Jednak tego sprzeciwu nie trzeba wykrzykiwać na prawo czy lewo. Wystarczy żyć zgodnie ze swoimi wartościami. Nie wierzę, aby można było zlikwidować przemoc i presję. Jedyne co możemy zrobić, to sprawić aby nasza młodzież miała silną psychikę, aby sobie z tą presją radziła.
 
I do tego również służy literatura. Teksty, o których się dyskutuje, a nie, że się narzuca ich interpretację. Rozmowa o odczuciach i o stanowisku, jakie zajmuje po przeczytaniu czytelnik. I dlaczego takie zajmuje i jak on by sprawę rozwiązał, i czy bohater udźwignął problem czy poległ, a jeśli poległ to dlaczego?
Mnie wychowano na takich rozmowach. Wielokrotnie podczas na przykład klejenia pierogów z mamą, rozstrzygałyśmy dylematy moralnie bohaterów filmowych czy literackich. Zajmowałyśmy swoje stanowiska i próbowały je obronić. Stąd może u mnie takie przywiązanie do tego typu rozmów. Ale poprzez nie, dorosły wskazywał ścieżki i luki w postępowaniu danego bohatera, co mnie młodemu „szkutowi” pokazywało inne drogi wyboru. Sprawiało, że którąś wybierałam, a potem mogło się okazać, że zapędziłam się w „kozi róg”. Ale to były jakoby imitacje prawdziwych decyzji, rodzaj „gry wojennej” i nauka, aby patrzeć szerzej i ogarniać umysłem kilka wyjść, ale i ścieżek równocześnie.
 
Hłasko jest bezpardonowy, a jego narracja nieraz tnie jak nożem, ale, ale nie stracił na aktualności. Często współcześnie słyszy się, że chcemy przedstawić świat jako dobry świat, dać ludziom nadzieję, ukochać wszystkich, rozdawać kwiatki i cukierki, i tylko pisać dobrze o pozornym „dobru”. Ale świat jest ciągle taki sam jaki opisywał Hłasko i nie należy wierzyć pozorom. Roztropność to cnota, która zdaje się zanikać.