Ludwika Ks. Saska odc.8

 Odcinek 8 – ostatni.
 
W końcu tęsknota za dziećmi tak Ludwice dogryzła, że postanowiła je zobaczyć. Niestety jej prawnik ją zdradził i powiadomił policję drezdeńską o jej przybyciu. Zdążyła jednak wejść do perfumiarza, który kiedyś był jej dostawcą i wypytać, w której części zamku znajdują się pokoje dzieci i którędy najbezpieczniej jest się do zamku dostać. Poczciwy człowiek, kiedy opanował wzruszenie i przestał powtarzać „nasza Ludwika”, „nasza Ludwika wróciła” wszystko, jak należy wyłożył wówczas już hrabinie, bo taki tytuł Ludwika nosiła.
Nie zobaczyła się z dziećmi, bo nim nacisnęła klamkę została aresztowana i odprowadzona do hotelu. Napisała list do Franciszka Augusta z prośbą o spotkanie, ale nikt nie chciał przekazać jej listu królowi. Traktowano ją źle i zwracano się do niej impertynencko. W końcu jednak list został dostarczony, a gdy król go przeczytał omdlał ze wzruszenia, ale jego doradcy uniemożliwili mu spotkanie się z nią.
Tymczasem pokój Ludwiki zaczął tonąć w kwiatach, bo co chwilę ktoś przysyłał jej bukiet, a wiadomość o jej powrocie rozprzestrzeniła się po mieście tak błyskawicznie, że nim skończyła śniadanie ulice wypełniły się wzruszonym tłumem, który zamierzał ją odbić z rąk policji. Przestraszono się zamieszek i rozlewu krwi. Mimo protestów, została wsadzona do pociągu i wywieziona. Gdyby została kilka godzin dłużej, wybuchłaby rewolucja, czego nie chciała, bo mimo przyjemności, jaką odczuła na widok takiego przywiązania obywateli Saksonii, nie wybaczyłaby sobie, gdyby którykolwiek przez nią zginął.
Mimo, że dwór wprowadził zakaz pisania o Ludwice i jej wizycie, to społeczeństwo na jej punkcie oszalało. Kobiety nosiły broszki z jej podobizną, drukowano tysiące kartek z jej portretem. W najbiedniejszych chatach wieszano je na ścianach. W dniu swoich urodzin odpisywała na cztery tysiące biletów z życzeniami.
Razem z córką mieszkała we Włoszech, ale i tam nie była wolna od szpiegów dworu. Tyle tylko, że tutaj miała już przyjaciół. Ktoś anonimowo powiadomił ją o szpiegu w jej domu, po czym przybył adwokat, który zamierzał zabrać jej córkę. Walka o Monikę wyglądała jak na filmie przygodowym, a służba włoska wykazała się prawdziwym przywiązaniem nie odstępując swojej pani, potępiając nianię (szpiega) i dzielnie wytrzymując oblężenie budynku. Ludwika rozkazała przeciąć komunikację telefoniczną i druty od dzwonków i mieć na oku wstrętną osobę. Gdy oblężenie się nie powiodło adwokat przybył z policją niemiecką, a gdy nadal nic nie uzyskał rozkazał policji włoskiej sobie pomóc. Tyle tylko, że ta odpowiedziała iż słucha rozkazów jednej osoby, to jest swojego króla. W końcu Ludwika podstępem wywabiła niańkę do ogrodu, służba przez okno wyrzuciła jej rzeczy, a ta z głupią miną stała zdumiona w środku zimnej nocy, całkiem sama.
Oblężenie willi trwało 15 dni dając reporterom doskonały temat do artykułów nie tylko we Włoszech, bo i w Dreźnie zaczęły ukazywać się humorystyczne karykatury osób związanych z tą awanturą.
Na tym się nie skończyło. Przysłano kolejnego szpiega w postaci piastunki, która miała taką wyobraźnię, że czego nie wykryła to zmyśliła. Po sześciu tygodniach została oddalona i napisała wstrętną książkę o nieprawdziwym życiu Ludwiki, i chciała ją sprzedać brukowcom, ale i tutaj zadziałali przyjaciele hrabiny. Zagrozili wszystkim księgarzom, którzy będą te pozycję sprzedawać, bojkotem ich towaru. W końcu została opublikowana w jednym z berlińskich tygodników.
W 1906 roku król zezwolił Ludwice na półtora godzinne spotkanie z dziećmi. Spotkanie miało miejsce w ambasadzie i towarzyszyła hrabinie jej matka. Dzieci rzuciły się jej na szyję, Monika poznała swoje rodzeństwo. Zjedli wspólnie śniadanie i się rozstali.
Jednak król co roku żądał, aby Ludwika oddała mu Monikę. W końcu ugięła się. Tłumaczyła to tym, że nie chciała aby jej córka, kiedyś miała do niej pretensję, że pozbawiła ją tego, co się jej należało. Miała tylko nadzieję, że będzie ona szczęśliwszą księżniczką niż sama Ludwika była.
Czy dobrze zrobiła?
Ja bym jej nie oddała. Wszak jako hrabianka mogła żyć jak chciała. Czy faktycznie korona była jej potrzebna?
Niestety nigdy więcej nie zobaczyła swoich dzieci. I tak sobie myślę, że to pozwolenie na spotkanie z maluchami było fortelem, który miał zmienić jej podejście, wzbudzić wyrzuty sumienia, które miały wpływ na zgodę, aby oddała córkę.
W efekcie nic jej nie zostało. I cóż było robić z tą wolnością bez dzieci? Po cóż tyle walki i cierpienia, gdy jej wrogowie i tak wygrali? Nie, nie oddałabym dziecka na pastwę takich kreatur. Przynajmniej jednemu udałoby się Ludwice zapewnić życie szczęśliwe, a może z biegiem czasu mimo wszystko mogłaby z resztą dzieci się kontaktować, gdy już same by o sobie stanowiły?
Wyszła za mąż tylko dlatego, aby uciąć plotki, na jakie wówczas była narażona kobieta samotna. Kiedy to zrobiła przestała być osobą publiczną.
Kończy swój pamiętnik słowami, w których mówi, że do tej pory wiecznie ją oskarżano, nie pozwalając się wytłumaczyć czy obronić. Dlatego opisała swoje dworskie życie, bo chciała przedstawić światu własną wersję tego, co przez te lata się wydarzyło.
Zrobiło się smutno, co?
Czy wygrała? Ależ skąd. Przegrała? Myślę, że tak się czuła. Ale nie miała już powrotu, dlatego brnęła tą ścieżką, która jej pozostała.