Motyw biblioteki w literaturze odc.1

Odcinek 1
Kiedyś – ile razy śnił mi się koszmar – miałam wrażenie, że robi się mnie coraz mniej, jakby on zabierał część duszy. Obecnie mam wrażenie, że z biegiem życia, pod wpływem sytuacji, które nas spotykają również robi się człowieka coraz mniej. W pewnym sensie topniejemy, dlatego pod koniec życia dusza tak łatwo wyskakuje, bo ciało nie ma już siły jej zatrzymać. Nie stawia już oporu.
Biblioteka to miejsce, które również ma duszę. Nawet inaczej – tysiące dusz, wszak każda książka tę duszę posiada. Czy każde opowiadanie ma oddzielną duszę? Możliwe. Również książki się zużywają i również umierają.
 
Biblioteka jest wdzięcznym motywem w tekstach literackich. Jest nim od dawna, nawet współcześnie, mimo że ogarnia nas cyfryzacja. Nie odkryję Ameryki, jeśli wspomnę o Borgesie, bo to już taki wręcz ikoniczny symbol biblioteki-wszechświatu. Jednak zamknięty w matematyce. To nie zakurzone, romantyczne woluminy, zapach pleśni czy stęchlizny, ekscytacja czy w starej piwnicy bibliotecznej spotkamy myszy, a może zakopany skarb. Nie, to nawet nie tyle ogólna matematyka, co geometria, bym powiedziała.
 
Pewnie wielu z Was wie, ale przypomnę, że Borges całe życie marzył, aby być bibliotekarzem. Kiedy jego marzenie się spełniło był już leciwym człowiekiem i zaczął tracić wzrok. Czyli nie mógł skorzystać z tych wszystkich książek, które go otaczały. Dlatego cieszył się nimi w wyobraźni, w pamięci, zmyślał je, jakby chciał odtworzyć bibliotekę w głowie.
 
Lubię wspominać tego pisarze i przy okazji wspominać jego opowiadanie o specyficznej bibliotece. Podobnie jak z Eco, z Borgesem zaznajomiono mnie na studiach. Lektura obowiązkowa. O ile biblioteka Eco w „Imieniu róży” była tą „romantyczną”, starą, mającą tajemnice biblioteką, o tyle Borgesa przypominała bibliotekę cyfrową – najprościej mówiąc. On miał słabość, w moim odczuciu, to geometrycznego ideału. Dlatego, że odnajdujemy go nie tylko w „Bibliotece Babel”. Pamiętajmy, że to opowiadanie pochodzi z roku 1941. Czyli umysł pana pisarza naprawdę wyprzedzał jego czasy. A mimo to ludzie go rozumieli. Czytali i szanowali. Choć to o czym pisał nie należało do łatwych rzeczy.
Próbowaliście kiedykolwiek opowiedzieć którekolwiek opowiadanie Borgesa osobie, która go nigdy nie czytała? Spróbujcie, zobaczycie jakie to jest trudne. Na studiach próbowałam. Zawsze znajdzie się osoba, która czegoś nie przeczyta, dlatego pędząc na zajęcia zwykle jedno drugiemu opowiada to czego ktoś nie przeczytał. Próbowałam, ale nie dałam rady opowiedzieć tego opowiadania. Dzisiaj byłoby już lżej. Jednak wtedy skapitulowałam i powiedziałam to czego nikt nie lubi, kiedy jest nieprzygotowany do zajęć. Musisz przeczytać sam/a.
 
Na studiach szkolono nas na bibliotekarzy „światłych” czyli obytych z technologią. Takich, którzy rozumieją idee biblioteki Borgesa, którzy prą do przodu, aby biblioteki unowocześniać, a nie zamykać się w zbiorach średniowiecznych piwnic. Dzisiaj „mój” kierunek stracił nawet w nazwie „bibliotekoznawstwo”. Nie mam pojęcia czego się współcześnie na nim uczą studenci, ale jeśli słuchać intuicji, to myślę, że głównie obchodzenia się z technologią. Choć wielu ludzi twierdzi, że my jako państwo w tym temacie jesteśmy sto lat za…no.
 
Biblioteka Borgesa mimo matematycznej dokładności jest labiryntem, którego nie sposób przeniknąć. Można by powiedzieć, że skoro wszystko jest tak doskonale symetryczne, to powinno być łatwo, ale spróbujmy ułożyć kostkę Rubika. Niby wszystko jak na dłoni, niby jest tylko kilkanaście możliwości, a jednak (zakładając, że nikt nie poprzeklejał kolorów) nie jest łatwo ją ułożyć. Oczywiście, że są schematy, ale mówimy o zwykłych ludziach, którzy tych schematów nie znają. Ułożysz jedną ścianę, ale aby ułożyć kolejną musisz tę ułożoną zburzyć czyli musisz zapamiętać, jakimi ruchami ją odbudować. Zresztą zaczynanie od jednej ściany nie jest dobrym pomysłem, ale to tak na marginesie.
Kostek Rubika w moim domu rodzinnym było sporo, różne, nie tylko z kolorami. Ogólnie takich zabawek łamigłówkowych było dużo, co nie zrobiło ze mnie umysłu ścisłego. Podobnie, jak to że rodzice czytający książki, nie zrobią z dzieci moli książkowych.
 
U Borgesa „Biblioteka jest nieograniczona i periodyczna”.
Periodyczna czyli powtarzająca się, powtarzalna. Niby nieograniczona, a jednak periodyczna, czyli mimo pierwszego skojarzenia z nieokiełznaniem, jednak okiełznana. Dlatego teoretycznie powinniśmy sobie z nią dać radę. Dzisiaj być może, trochę na wyrost, nazwalibyśmy to algorytmami.
Co się dzieje ze współczesną biblioteką cyfrową – za której istnienie jestem wdzięczna potężnie – na przykład z Poloną, kiedy przychodzi aktualizacja?
 
Ale od początku. Nie znoszę aktualizacji. Nigdzie. Żadnej zmiany wersji, „remontów’ i co tam jeszcze kto wymyśli, aby było łatwiej użytkownikowi, ale przez pierwsze dni jest topornie. Bo tenże użytkownik musi się na nowo nauczyć obsługi niby znanego programu, interfejsu czy czego tam jeszcze. Często słyszę, że jest to specyficzna gra komputerowa. Trzeba sporo stracić czasu, aby znowu sprawnie się posługiwać pewnymi ikonkami, ale jest to umiejętność nietrwała, bo po kolejnej aktualizacji musisz się uczyć na nowo.
Temat motywu biblioteki w literaturze tylko zasygnalizowałam. Podobnie jak symbolikę opowiadania Borgesa. Na to trzeba więcej wpisów. Dlatego zaczynam kolejny cykl, choć wywiadów z pisarzami jeszcze nie zakończyłam.
Dobrego dnia!