Dziki Zachód w Bobowinie Dolnej

 

Dzisiaj nie będzie o literaturze, ale zapewniam, że książka (powieść) na ten temat powstanie. Dzisiaj proza życia, że użyję tego kolokwializmu, ale że nie nudna, a pełna niespodzianek wychodzących z każdego zakamarka rękawów iluzjonisty, czyli pseudo opiekuna obywateli.

Jestem rolnikiem. Mam pole i konie.

Zamykają przejazdy kolejowe w całej Polsce. Mieszczuchów to nie obchodzi, obchodzi to rolników, którym zabiera się dojazd do ich pół.

A wiecie w jaki sposób PKP kładło tory?

Zabierali chłopom kawał ziemi, przecinali ją i puszczali pociągi. Chłopi bez żadnej gratyfikacji przystali na to w zamian za przejazdy kolejowe. PKP miało obowiązek te przejazdy budować, żeby rolnicy do tych pól…

Dzisiaj o tym zapomnieli, bo to się działo za moich dziadków życia młodego. Mój dziadek z kilkoma sąsiadami zbudowali z własnych środków przejazd „glanc malina”. Razem ze szlabanami. Ale wtedy pociągi jeździły, co chwilę. Posadzono nawet kogoś w budce, żeby te szlabany otwierał. Życie potoczyło się dalej niczym rzeka miodu.

Ale!

10 lat temu ten przejazd zlikwidowano. Żadne pisma, żadne prośby nie zmiękczyły naszych włodarzy. Najlepszy przejazd w Kolbuszowej Górnej, z najlepsza widocznością zamknęli i już, ale na samym założeniu kłódki nie poprzestali. Ile to musiało kosztować, żeby wydrzeć płyty betonowe, zrobić nasypy niczym Himalaje. Mój ojciec pojechał w pole rano a wieczorem nie mógł już przejechać, bo rozwalili wszystko.

Jakże łatwo się burzy.

Trudno, jeździliśmy na inny przejazd. Godzinę dojazd do pola nam trwał. Poprzednio pięć minut. Nic, to! Dawaliśmy radę. Co roku w maju zbieramy 10 przyczep siana, jesienią 6 przyczep potrawu, w październiku kilkadziesiąt przyczep obornika wywozimy. Pracuje wówczas dla nas trzy do cztery traktory z przyczepami. Sami nie dalibyśmy rady. I każdy zapitala po tych dołach, pół godziny nim dojedzie do naszego pola, potem pół godziny nim dojedzie do gospodarstwa. Rzecz jasna na nasz koszt.

Teraz PKP postanowiło zamknąć nam ten przejazd czyli nie narzekaj, bo może być gorzej

Prośby – na nic. Cytują paragrafy. Stworzone przez Ministra Infrastruktury jeszcze za czasów PO. Bo Gmina nic nie zrobiła. Jeden obwinia drugiego, każdy umywa ręce, albo nabiera wody w usta. Ale rzecz jasna każdy jest za rozwojem rolnictwa, tylko dojazd do pola zamykają, ale rozwijaj się rolniku, rozwijaj.

Najlepiej gryź kije i patyki

Na słupie koło przejazdu wisi kartka z długa lista paragrafów, a pod spodem informacja, że każdy zainteresowany przejazdem do pola powinien zgłosić się do biura na ulicy tej i tej (w każdym mieście innej) podpisać umowę odpłatną z PKP i gitara. Ok. jedziemy, pytamy.

I, co?

Chodzi o to, aby max trzy osoby tę umowę podpisały, na rok wyrzucały  w błoto 150 zł i strzegły tego przejazdu. Na własny koszt powinny go wyremontować, dostosować do wymogów bezpieczeństwa, dbać o niego cały czas, a każdy akt wandalizmu brać na swoją klatę. No i, co roku te 150 zł.

Czy tylko mnie to wygląda na haracz?

Tyle tylko, że mafia przynajmniej udaje, że w zamian daje bezpieczeństwo, a PKP raczej nic poza kontrolami.

Jak tu żyć?!

https://www.youtube.com/watch?v=93T8v4rKK9c