Ciche bohaterki odc.2

 

#środa20042022 #cichebohaterki

Ciche bohaterki, odc.2

Kiedy się czyta raporty i pisma władz austriackich, które wymieniają z sobą policja i sąd wojenny na przykład krakowski, to mimo iż człowiek zdaje sobie sprawę z tragizmu zdarzeń dotyczących powstania styczniowego, jak i czasów po powstaniowych, nie może się nie uśmiechnąć. No i gwizdnąć z podziwem dla głównych bohaterów, a głównie bohaterek tamtych dni.

Nie bez powodu Austriacy są przedstawiani w filmie i literaturze w sposób komiczny, choć potrafili i oni porządnie ludziom dopiec. Tak jak już wspominałam we wcześniejszym wpisie, władze nie radziły sobie z komitetami kobiecymi i z ich działalnością, mimo kar i więzienia, kobiety „przeciekały” im przez palce, jak woda. Nim zacisnęli pięści okazywało się, że łapią powietrze.

Krakowski komitet poza rozrzucaniem ulotek, odezw i tekstów modlitw skoncentrował się na wyzwalaniu więźniów i osób internowanych. W skład komitetu wchodzili również mężczyźni, sam zaś komitet podzielony był na sekcje, dlatego też tak sprawnie działał, bo każdy wiedział za co był odpowiedzialny. Sekcji było sześć: finansowa, dla rannych, odzieży, dla inwalidów, wdów i sierot oraz dla internowanych i dla więźniów. Niestety kartka z nazwami sekcji – dzięki, której wiemy jak była ta organizacja wewnętrznie zbudowana – wraz z nazwiskami członków i osób zarządzających poszczególnymi „działami” dostała się w ręce Austriaków i przesądziła o losie nie tylko komitetu, ale i kobiet.

Nim jednak przejdę do dramatów chcę Wam pokazać, jak była ta organizacja skuteczna. Nim opowiem, że wszyscy zostali oskarżeni o zbrodnię stanu i stanęli przed sądem wojennym koniecznie trzeba wspomnieć, że „panie ułatwiły ucieczkę 700 indywiduum”, jak to określił zaborca.

„Ostrowska hr. Wiktorja, córka N e p o m u c e n a Gołębiowskiego i Antoniny ze Zbierskich, właścicielka Piaszczyc pod Radomiem i innych posiadłości, dających rocznego d o c h o d u około 50000 fl. zamieszkała w Krakowie,

w dom u syna Jana przy ul. Gołębiej, matka 8-ga dzieci, oskarżona na mocy

listów , kwitów i dokumentów przy c h w y c o n y c h głównie o wykonanie niezmiernie rozległej władzy nad obozami internowanych w Igławie, Telszy ,

Ołomuńcu . Władza ta sięgała tak daleko , że imieniem Komitetu Niewiast

w y d a w a ła internowanym napomnienia , żądała wykazu nazwisk tych, którzy s i ę / d o d a n y c h wskazówek nie zastosowali, aby je wymienić w „Czasie”.

Internowanych polecała dzielić

na oddziałki z poszczególnymi

komendantami, którym zalecała

jako zadanie główne dyscyplinę

wojskową (Kriegszucht). Wskazywała, którzy z internowanych

mają się ratować ucieczką, przesyłała

im pieniądze przez a g e n ta

  1. Rylskiego lub Kamińskiego.

P o n a d to z polecenia R. N. Komitet Niewiast w Krakowie miał

zorganizować chłopów w Galicji

Zachodniej, tworząc w każdej

gminie Komitet, składający się

z 5-ciu kobiet i miejscowego proboszcza,

w czem p. Ostrowska

c z y n n y miała udział. (…)”. [Ciche bohaterki]

Tak silny wpływ komitetu na internowanych, a zwłaszcza Ostrowskiej, przeraził władze. Choć chyba bardziej zezłościł, bo żeby tak pod ich nosem, w ich grajdołku, gdzie to oni mieli być tymi najważniejszymi, rządzić ludźmi, których los zależał przecież od humoru Austriaków, to już był szczyt szczytów Ale to tylko kobiety potrafią się ważyć na taką bezczelność.

Niektórzy członkowie występowali pod pseudonimami i to ich nieraz ocaliło. System zwalniania więźniów był tak dopracowany, że władze mogły tylko wytrzeszczać oczy ze zdumienia. Co ciekawe dzięki dyscyplinie i ćwiczeniom, jakim się więźniowie poddawali, byli gotowymi oddziałami powstańczymi. Rząd Narodowy wskazywał kogo należy wydostać, panie dostarczały pieniądze, odzież i legitymacje, po czym delikwent był wypuszczany. Oczywiście procedura nie była tak prosta, należało znać odpowiednich ludzi, należało zdobyć odpowiednie „papiery”, trzeba było tu zagadać, a tam błysnąć okiem, ale koniec końców 700 ludzi się uratowało.

Chyba powinnam o tych kobietach napisać powieść, zainteresowałaby Was taka książka?

Sama jestem nimi zafascynowana Ale co z Wiktorią? Została skazana na pięć lat ciężkiego więzienia. Potem ze względu na słaby stan zdrowia pozwolono jej odbywać karę w swoim mieszkaniu, ale pilnowano jej jak ciała Jezusa nim zmartwychwstał. Strażnicy siedzieli w środku mieszkania i stali na zewnątrz, nie spali, nie jedli, bo uważali, że kiedy tylko przymkną oko to kobieta czmychnie. Potem przewieziono ją do ciężkiego więzienia na Zamku Wawelskim. Lochy prawdziwe. Nie pomagały prośby, listy ani zaświadczenia lekarskie. Kiedy siedziała w tych lochach władza czuła się najbezpieczniej. Potem znowu ją przewieziono do mieszkania, lekarze badali, leczyli tylko po to, żeby ponownie do lochu. W końcu rosyjski zaborca zapragnął więźnia przejąć, na co po pertraktacjach Austria się zgodziła. Widzicie jak zamieszała? Namiestnik Królestwa wydał ją pod nadzór kogoś tam i mogła zamieszkać w swoim majątku, ale bez możliwości oddalania się z niego.

To były czasy, kiedy kobietom z wyższych sfer mogło się trochę upiec. Austria nie stosowała względem nich tak drastycznych kar, jak inni zaborcy. Na szczęście sporo zaborcom umknęło z działalności Ostrowskiej, nawet Rosji, bo gdyby nie umknęło to byłoby z nią wiele gorzej. Umknęło, bo kobiety lekceważono i nikomu z wojskowych nie przyszło do głowy, że może ona na przykład planować wraz z innymi, odbicie dowódcy powstania w tym przypadku Langiewicza. To lekceważenie sprawiało, że kobiety bywały niezastąpione w wielu akcjach.

Jednak „dobrotliwość” Austrii trochę też osłabiła ostrożność u naszych pań, bo kobiety z Warszawy nie przechowywały żadnych dokumentów, a jeśli takowe powstawały to po przeczytaniu zaraz były niszczone. Panie w Krakowie wszystkie papiery gromadziły, co niestety stało się ich piętą Achillesa. Nie niszczyły nawet tak kompromitujących papierów, jak choćby kwit na zakup araku, jako łapówki dla urzędnika cłowego. Austriacy lekceważyli kobiety, kobiety lekceważyły żandarmów i mleko się w końcu rozlało.

Wodzicka więzienia również nie mogła ujść, ale jej aresztowanie przysporzyło władzom więcej kłopotów niż jej samej, jednak o niej już innym razem

Spokojnego dnia

#piszeagnieszkaczachor #kobietywpowstaniach