Zdobyłam!

Wywiad z Hamingway’em został przeprowadzony w 1956 roku [Sztuka powieści] Niedawno pisałam o wywiadzie z 1995 i twierdziłam, że to cała epoka zmian, a co dopiero rok 56. Niby niedawno, bo nasi rodzice wtedy byli dziećmi, ale zmiany które nastąpiły w świecie mogą przytłoczyć. To tak jakby minęły całe pokolenia. Rozwój technologii przyśpieszył przemiany, dlatego pogłębił przepaść między pokoleniem młodym a starszym.

Czytając biografię Hamingway’a również to czuć. To inne życie. Inny sposób życia, inne wartości, inne spędzanie czasu wolnego, inne spotkania towarzyskie i inaczej odczuwany upływający czas. Jakby pozornie leniwiej. Jakby zawsze było ciepło, a dzień kończył się w smugach pomarańczowego słońca. To oczywiście złudzenie, bo wiemy, że tamci ludzie przeżyli wiele kryzysów, dwie wojny, samobójstwa przyjaciół, nieuleczalne choroby dzieci, załamania systemów politycznych i ich zmiany. Jednak to złudzenie jest kojące i chętnie się mu poddajemy.

Hemingway pisał zawsze rano, im wcześniej tym lepiej. Tak do dwunastej i potem w ciągu dnia już nie siadał do pisania, nawet wtedy, kiedy go kusiło. Czekał z utęsknieniem na następny poranek. Kiedy wstawał od biurka przestawał myśleć o tekście, nad którym pracował. Jednak było to bardzo trudne, możliwe dzięki dyscyplinie umysłu.

Mam wrażenie, że wstawał od książki wypisany, pusty, a potem niczym łapacz snów, w ciągu dnia pompował w siebie słowa i pomysły dzięki zanurzeniu się w codziennym życiu. Łapał je, ale nie konstatował ich. Dopiero rano się nimi zajmował. Miały czas przez noc napęcznieć, nabrać kolorów, wypłynąć na wierzch.

Kiedy kolejny raz siadał do tekstu zawsze coś poprawiał. Ostatnią stronę Pożegnania z bronią pisał 39 razy, bo nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Ostrzega, żeby nigdy nie przerwać pisania w momencie, kiedy brakuje pomysłu. Należy to zrobić w chwili, gdy wiesz, co będzie dalej, bo następnego dnia bez problemu wrócisz do fabuły. W przeciwnym razie można utknąć.

Pisał ołówkiem, w ciągu dnia pracy zużywał dwa.

Ostrzega również, żeby nie czytać rękopisów ani nie słuchać czytanych na głos, bo potem ktoś może człowieka oskarżyć o plagiat. Taką miał sytuację z Komu bije dzwon. Jakiś ktoś czytał swój tekst na jakimś przyjęciu, na którym rzekomo był Hemingway. Pozwał go na milion dolarów, potem pozwał producenta filmów uważając, że wykorzystał jego pomysły do swoich filmów. Jednak przegrał. Okazało się, że był bankrutem.

Niejaki pan Young w książce o twórczości pisarza wysnuł hipotezę, że trauma po ranie otrzymanej w wyniku ostrzału moździerzowego w 1918 roku miała wielki wpływ na niego jako pisarza. Z czym Hemingway się nie zgodził. Tamtego roku miał dwa wstrząsy mózgu i pęknięcie czaszki.

Czy faktycznie takie urazy nie wpływają na mózg?

Wspaniałego dnia 
#lubięponiedziałek #Hemingawy #sztukapowieści

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *