Pszczoły zasypiają

Pszczoły u ludu wiejskiego były w wielkim poszanowaniu, dlatego nie mówiono, że zdechły, ale że zasnęły. W dawnych czasach, za kradzież roju groził złodziejowi sąd gromady z wójtem na czele i straszna egzekucja. Groziła za to śmierć i to śmierć w męczarniach, ale opisywać jej nie będę, bo mogłoby niejednego zemdlić. Mnie zemdliło.
 
Z początkiem wiosny, tuż po świętach Wielkanocnych, pszczelarz zabierał się do pierwszego wybierania miodu, pierwszego po zimie. Jednak robił to w samotności i dobrze się rozglądał czy nie ma towarzystwa, bo robił rzecz prawie świętą, a o urok było łatwo. Gdy ktoś by jego robotę zauroczył, to wszystko poszłoby na marne, a do tego pszczoły by go pogryzły, a nawet wyginąć by mogły. Wiosennego miodu nie przechowywali długo. Był on brunatny i szybko kwaśniał, dlatego czym prędzej się go pozbywali.
Wokół pszczół i uli nie wolno było chodzić temu, kto się umarłymi zajmował.
 
Pszczelarze nawzajem się nie lubili i twierdzili, że potrafią czarować. Sobie wzajemnie również miodu nie sprzedawali. Wierzyli, że gdyby któryś z nich dotknął trumny z wyprowadzanym ciałem z kościoła, to na pewno jego rój uleci i już nie powróci. Nie wolno im również było, po zachodzi słońca, gadać o pszczołach, a niektórzy uważali takie gadanie za grzech. Wraz ze śmiercią pszczelarza „zasypiały” i jego pszczoły. Dlatego jeśli ktoś chciał po nim je przejąć musiał je kupić, a ugadaną kwotę położyć na trumnie, którą dziad kościelny zabierał dla siebie. Tak opowiadał Kolberg.
 
Słomka zaś wspominał, że do „hodowli” pszczół znane były tylko barcie, czyli pniaki wydrążone z grubych sosen, a wysokie na półtora metra. Ule takie, jakie dzisiaj znamy czyli zbite z desek swoiste domki, nie były wówczas stosowane, nawet nie znano czegoś podobnego. Jednak, zaznacza Słomka, gdyby je nawet znali to uważaliby, że są niestosowne dla pszczół, bo słabo je chronią przed zimą.
 
Pnie takie dawały dużo rojów, ale wiele mniej miodu, bo chłopi wybierali go z dołu, tuż pod wlotem, a z góry go nie tykali. Pszczoły zaś najwięcej miodu robią u góry, zatem to z tamtego miejsca należałoby miód wybierać, dlatego współczesne „domki” są wiele wydajniejsze w miód niż te dawne.
 
Chłopi z okolic Galicji, tej naszej części od Tarnowa do Rzeszowa byli ludźmi „łatwymi do pogadania”. Lubili rozmawiać i podczas takiej gawędy łatwo było z nich wszystkie tajemnice wyciągnąć. Dużą wagę przykładali do „słowa dobrego” i „słowa złego”. Wierzyli w ich działanie, dlatego uważali na słowa, a żegnając się po rozmowie mówili innym: „Dziękuję za dobre słowo”, ci mu odpowiadali: „Idźcie z Panem Jezusem”. Za „dobre słowo” dziękowali również, gdy kto im życzył szczęścia albo pocieszał w strapieniu. To podziękowanie funkcjonuje do dzisiaj.