Przepiękna pasja

              Książka Leonarda Rosadzińskiego „Bibliofile ich życie, pasja i stare woluminy” przedstawia spotkania Autora z bibliofilami poznańskimi, które odbyły się  w latach 2017-2020. Pasjonaci książek spotykali się czasem i kilka razy, tak wiele mieli sobie do powiedzenia i tak wiele do przedstawienia nam – czytelnikom. Sama publikacja jest przepięknie wydana.

            O czym rozmawiają miłośnicy książek?

Nie tylko o książkach, bo pasji mają wiele. Zaczynając od tłumaczenia tekstów zagranicznych, pisania powieści poprzez zbieranie widokówek, znaczków, monet, odznak sportowych, kolekcjonowania etykiet zapałczanych (filumenistyka), muszli, listów obozowych poczty polowej, plakatów, literatury gatunkowej, historycznej, podróżniczej a kończąc na książkach publikowanych w okresie dwudziestolecia międzywojennego, czy starszych, pochodzących z XVIII i XIX wieku. Upodobania do kolekcjonowania tych rzeczy często rozmówcy Autora wynieśli z domu rodzinnego. Ojciec albo matka zarazili ich swoim hobby, które oni pielęgnowali poprzez powiększanie lub uzupełnianie zbiorów. Co ciekawe bywało i tak, że książki, które czytali w dzieciństwie rzutowały na rozwinięcie w nich pasji podróżniczych, a potem na umiejętności tworzenia reportaży z miejsc, w które docierali. Czyli w pewnym sensie wyznaczyły im ścieżkę życiową. Dowiemy się o sposobach układania książek na półkach. Wszak niemożliwe jest, aby posiadacze tak wielkich księgozbiorów nie mieli swoich systemów, które ułatwiają nie tyle ustawienie książki, co jej odnalezienie.

W trakcie rozmów, goście Autora opowiadali o innych kolekcjonerach, a nić zainteresowań oraz znajomości się rozrastała. Do wspaniałych opowieści dołączały kolejne, a do gościnnego stolika Leonarda Rosadzińskiego w Antykwariacie, przysiadali się kolejni niezwykli ludzie i opowiadali o swoich cacuszkach. Były to dawne atlasy geograficzne, przewodniki tatrzańskie, kolekcje dawnych pism literackich i hobbystycznych. Lata osiemdziesiąte to giełdy książek, podczas których nie tyle można było książki kupić, co się nimi wymienić i rzecz jasna poznać ludzi podobnych do siebie. Dowiemy się również o wspaniałym zawodzie jakim jest antykwariusz. Jakże to piękny zawód. Pamiętam, że niedawno, kupując kwiaty u zaprzyjaźnionej pani, powiedziałam jej, że przyjemniejszą pracę od jej pracy ma tylko antykwariusz, co nie oznacza, że jest to praca łatwiejsza.

Ludzie książki spotykają się z różnych powodów, ale często są nimi wiadomości, jedni ich poszukują, inni je posiadają w swoich zbiorach. Praca nad biografią historycznej postaci  jest doskonałym powodem. Z tych opowieści nie zawsze wionie euforia czy radość, czasem bywa gorzko. Dawniej zdarzały się takie sytuacje, dzisiaj nie ma kolejek w księgarniach, a jeśli by się przytrafiły to nie spotkamy w nich za wiele młodzieży. Opisana sytuacja, w której dziewczyna stoi grzecznie, bo chce kupić biografię Napoleona, ale starszy pan ją uprzedza i zgarnia ostatni egzemplarz twierdząc, „że taka smarkula i tak jej nie przeczyta, bo przecież to opasłe tomy” sprawiła, że ścierpło mi serce. Sama na miejscu tego pana, odstąpiłabym jej tę publikację.

Zainteresowania kolekcjonerów są przeróżne i historie przez nich opowiadane są przeróżne. Mnie się ci ludzie jawią, jako omnibusy. Jako osoby z ogromną wiedzą na różne tematy, ale nie wiedzą podręcznikową, a wiedzą wychodzącą poza schemat, poza limit. Jako ludzie, którzy się cały czas kształcą. Czymś wspaniałym jest to, że oni istnieją. Zatrwożyła mnie myśl, że jest to pasja wygasająca.

Takie stemple pieczętne. Przecież to bardzo ciekawe, tym bardziej, że te stemple bywały fałszowane. To tak jak w literaturze pamiętniki. Jednak posiadać zestaw tłoków pieczętnych z XVIII wieku, to jest jak otworzyć okno do zaświatów. Zalepki do korespondencji, odciski tłokowe czy ekslibrisy to, to samo. Choć większą sztuką jest, według mnie, rozpoznać fałszerstwo, a tego nie potrafimy zrobić bez odpowiedniej wiedzy.

Masoniki to nic innego, jak zbiory masońskie. Występuje w tej książce wiele nazw i określeń, które nie są używane na co dzień. Dlatego możemy nie wiedzieć, co znaczą, a dobrze by było jednak wiedzieć.

Pan Leonard Rosadziński jest bibliofilem, introligatorem, antykwariuszem i miłośnikiem pięknej książki. Na zapleczu swojego Antykwariatu przez pewien czas prowadził Muzeum Introligatorstwa. Omawiana książka „stanowi zapis spotkań, które odbywały się w domu autora, bo to właśnie spotkania i rozmowy z ludźmi są jednymi z ważniejszych aspektów życia i działalności Leonarda Rosadzińskiego.” [Katarzyna Kubuś, Poznań, styczeń 2021 roku]

Książka jest albumem. Znajdziemy w niej przepiękne zdjęcia wybranych obiektów z kolekcji gości Autora, jak również z prac introligatorskich samego Autora. Do tego opowieści o bibliofilach i ciekawie przedstawione przygody, które ich spotykały podczas gromadzenia swoich zbiorów.

Czy warto? Bardzo warto!

Ta książka to najlepszy prezent dla każdego.

P.S. Od dawna nie spotkałam się z książką, która posiadałaby erratę, co bardzo dobrze o samej publikacji świadczy.

Dziękuję Panu Rosadzińskiemu za możliwość przeczytania jego książki i gratuluję wspaniałego pomysłu oraz niezwykłej pasji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.