Ludwika Ks. Saska odc.7

 
Przez chwilę przestraszyłam się, że Ludwika stanie na czele socjalistów, bo przecież miała się za co mścić, poza tym socjaliści obiecali jej odzyskanie dzieci. Podjęła tak wiele złych decyzji, że i to przywództwo w mojej opinii o niej, było możliwe. Na szczęście odmówiła po raz pierwszy myśląc o innych. Stwierdziła, że gdyby spełniła życzenie socjalistów upokorzyłaby swojego męża, a tego zrobić nie chciała. Cały czas miała dla niego ciepłe uczucia i rozumiała, że miał złych doradców i słaby charakter, aby postawić na swoim.
15 października 1904 roku zmarł jej teść, czyli król Saksonii. Długo się męczył nim oddał ducha. Podobno rozkazał, aby Ludwikę sprowadzono na dwór, że chciał ją zobaczyć, ale baron go nie posłuchał, a Fryderykowi Augustowi wmówił, że jego ojciec ma halucynacje, dlatego nie należy słuchać jego słów.
To jest stara prawda, powtarzana przez pokolenia, że człowiek który zrobił dużo złego, który kogoś bardzo skrzywdził, nie może umrzeć. Cierpi bardzo, bo potrzebne jest mu przebaczenie tej osoby. W obliczu śmierci wszystko staje się jasne, a wyrzuty sumienia potężne. Ludwika mu przebaczyła zaocznie. W dniu pogrzebu przesłała wieniec z napisem: „Ludwika”. Wiele osób chciało go wyrzucić uznając, że będzie nieprzyzwoicie zostawić go przy trumnie. Ależ mnie tacy doradcy wkurzają, bardziej papiescy niż sam papież. Na szczęście Fryderyk August rozkazał, aby go nie ruszać. Kiedy został królem, Ludwika liczyła, że będzie mogła wrócić z wygnania. Niestety. Nic w jej sytuacji się nie zmieniło, dlatego zamieszkała we Włoszech.
Co do małżeństwa Leopolda to również nie było różowo.
Co ciekawe Ludwika przytacza w swojej opowieści nawet opinię lekarza, który twierdzi, że wszyscy Habsburgowie będący niby zdrowi na umyśle, zwykle nagle dopuszczają się czynów złych, nieprzemyślanych, szkodliwych. Tak jakby im ktoś zabrał na kilka minut rozum. Kiedy podejmą jakąś decyzję, nawet jeśli jest najgorszym z możliwych wyborów, nie dadzą się od niej odwieść. Z drugiej też strony zwykle brakuje wokół nich prawdziwych przyjaciół, którzy by im dobrze doradzili.
Tak pisał lekarz londyński W .Brown-Thomson:
„Bez żadnej wątpliwości psycho-neurastenja w rodzinie
Habsburgów sięga czasów Ferdynanda I Austryjackiego,
urodzonego z ojca występnego i matki
obłąkanej, — Joanny Szalonej. Jego chorobliwy stan
pochodził również z dziedzictwa hiszpańskiego, a stan
ten pogorszony został z powodu małżeństw z Bourbonami
, którzy dorzucili wszystkie specyficzne wady
charakteru tej świetnej, lecz niezrównoważonej rodziny“.
Takie dziedzictwo to potężny ciężar, na który nie mieli wpływu. Tym bardziej przerażające, że dotyczyło członków rodów, od których zależały losy narodów i życie poszczególnych społeczności. Na pewno również nie przynosiło chluby rodzinom szaleństwem obciążonych, o którym szaleństwie inne rodziny doskonale wiedziały. Dlatego też tak łatwo zamykano siebie wzajemnie w szpitalach dla psychicznie chorych. Bo czy ktoś był chory, czy nie – znaczenia nie miało, jeśli w jego rodzie był chociaż jeden człowiek szalony, jego cień i podejrzenie o tę chorobę spadały na wszystkich.
Przy okazji opowieści o swoim życiu Ludwika wspomina tragedię, która wydarzyła się w Mayerling w zameczku myśliwskim. Tragedię, o której krąży wiele legend, tylko prawdy jak na lekarstwo. Podczas ostrej libacji zginął Rudolf (Rudolf Habsburg-Lotaryński) będący arcyksięciem austriackim i następcą tronu, i jego kochanka (baronówna Maria Vetsera). Mówi się, że było to samobójstwo. Jeśli tak to trzeba przyznać, ze dość spektakularne. Marię znalazł leśnik, któremu kazano się stawić o 8:30, bo zamierzano kontynuować polowanie. Znalazł ją pośród szkła w sali bilardowej. A oto, co powiedział Ludwice: „Nie zdziwił się zbytnio temu (bałaganowi), gdyż nocne orgje nie były rzadkiemi w Meyerlingu, lecz zauważył coś dziwnego na ziemi, schylił się aby zobaczyć, uchylił
jeden koniec pokrycia bilardowego i spostrzegł naraz
nogę ludzką. Podniósłszy wtedy całe pokrycie, ujrzał
nagie ciało kobiety okrwawione i przeszyte kilkoma
kulami”.
Współcześnie mówi się o samobójstwie, jednak książę miał potężne rany, w których tkwiło szkło, tak jakby ktoś roztrzaskał mu na głowie butelkę. Za czasów Ludwiki twierdzono, że rozczarowana kochanka, kiedy dowiedziała się, ze Rudolf nie może się z nią ożenić zaatakowała go butelką i została zastrzelona przez biesiadujących, ale dlaczego była naga? Współbiesiadujący nabrali wody w usta.
Ludwika przytacza więcej opowieści miłosnych swoich przodków i trzeba przyznać, że co jeden to był oryginalniejszy, ale o tych historiach napiszę innym razem, bo zapomnimy jaki jest główny wątek tego wpisu ?
Co ciekawe, przyszła szwagierka Ludwiki w pewnym momencie była planowana na żonę Rudolfa, jednak kiedy ją zobaczył to błyskawicznie zmienił swój zamiar. Dobrze, czy źle? Trudno powiedzieć, co komu pisane, ale przecież poprzez swoje decyzje budujemy swoją przyszłość. Czasem ostro się sprzeciwiamy planom ogółu, wybieramy inną drogę. Pamiętam ze swojego życia sytuację, kiedy został mi przydzielony inny akademik niż moim znajomym. Wszyscy zostali w starym, a mnie wyekspediowano. Wiele razy się zastanawiałam, co by było gdybym pogodziła się z tym? Na pewno byłoby inaczej i kto wie czy nie lepiej. Ale nie, przecież trzeba walczyć! No i walczyłam. Nikt nie wierzył, że mi się uda ta zamiana, bo akademik mi przydzielony miał najgorszy standard z możliwych, czyli oznaczony był literami C i D. Wspólne prysznice w piwnicach, kabiny tylko z zasłonkami, cztery osoby w pokoju. I zażyczyłam sobie zmiany na taki o wiele wyższym standardzie. Segmenty (trójki, dwójki) łączone łazienką. Powiesiłam na tablicy ogłoszenie. Dwie godziny i kwaterowałam się w tym, w którym chciałam. Nie da się? Co się nie da, jak się chce! Chociaż z perspektywy czasu uważam, że nie powinnam była się wtedy kłócić z losem i zamieszkać tam, gdzie mnie przydzielono. Myślę, że byłabym tam szczęśliwsza. Ale w tamtym momencie wydawało mi się, że życie bez moich znajomych będzie okropnie, a jednak, nie miałam racji. To odłączenie od nich było dla mnie szansą na zmianę, z której nie skorzystałam. Dlatego mądrzejsza o tę wiedzę, mimo że początkowo czuję się rozczarowana, nie walczę z tym, co przynosi los, bo on zawsze daje różne propozycje. Podsuwa rozwiązania, możemy wybierać inne drogi niż ta proponowana, tylko że dokonawszy wyboru musimy już nią brnąć, nie możemy się wycofać i ruszyć tą wcześniej zaproponowaną. Tak jakby w magiczny sposób znikała. Musimy cierpliwie czekać na kolejne propozycje, ale im jesteśmy starsi potrzebujemy więcej uważności, bo łatwo te propozycje przegapić.
Być może, gdyby Rudolf nie zmienił zdania, co do ożenku, to miałby problemy w małżeństwie, ale by żył? Trudno gdybać, ale czasem aż nie sposób tego nie robić.
Wracając do Ludwiki. Czasy jej życia to czasy tuż przed I wojną, która raz na zawsze rozprawiła się z „głowami koronowanymi”. Dynastie odizolowane od rzeczywistości, tkwiły w zawieszeniu, w swoistej bańce – wierząc, że nadal są potrzebne ludowi. Tymczasem społeczeństwa się rozwijały, a władcy nie. Nie zauważyli zmiany na świecie, nie zauważyli, że ich czas przeminął, że zaczęli przeszkadzać. Zwykli ludzie przestali ich szanować i czcić, a wręcz gardzili nimi, uważając ich za balast.
To jest chyba najgorsza i najbardziej niebezpieczna choroba tych ludzi, którzy są przy władzy i zbyt długo przy niej pozostają. Którzy nie obserwują tego, co się dzieje na świecie, tylko tkwią w przekonaniu własnej świetności, mimo, że po tej świetności już nic nie pozostało. Nie zauważają, że stają się tombakiem, tylko maszerują pośród gawiedzi z dumnie podniesioną głową, jak ten król, któremu uszyto niewidzialne szaty.
Ludwika zdaje się, że dojrzała. Zaczęła patrzeć dalej, szerzej, dostrzegać to czego nie potrafiłaby zauważyć siedząc w pałacu.
„Nasze wychowanie nie pozwala nam, w razie jakiejś
zmiany sytuacji, zająć jakiegokolwiek bądź innego
stanowiska. Możemy być wspaniałomyślni, gdyż
posiadamy pieniądze do naszej dyspozycji, musimy
być uprzejmymi, gdyż jest to naszem rzemiosłem, lecz
gdy choć raz jeden okażemy się istotami z ciała i kości,
aureola nasza gaśnie. Zdaje mi się, że to jedynie
zbytek i pompa, otaczające królów, — najwięcej podoba
się ludowi, oni jedynie to w nas upatrują! Jestem
pewną, że ładny pochód cyrkowy miałby równie duże
powodzenie w Dreźnie, jak pochód koronacyjny”.